Wywiad z autorem powieści „Szept umarłych”, Radosławem Budkiewiczem

Strzeżcie się fałszywych proroków

(Mt 7, 15)

 

Latem 1933 roku Benjamin Murnau popełnia samobójstwo. Skazuje tym samym swą duszę na wieczne potępienie, żonę zaś, Penelope, na społeczny ostracyzm i ponure, samotne życie w małej mieścinie na prowincji Luizjany.

Pogrążona w rozpaczy i żałobie wdowa powoli stacza się w otchłań szaleństwa, odwracając się od bliskich i Boga, szukając szczęścia w alkoholu i lekach.

Nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciągają ku niej kapłanki mrocznej religii, obiecując spełnienie marzeń - twierdzą, że są w stanie zwrócić jej męża. W zamian żądają niewiele, przynajmniej tak sądzi Penelope, na wpół przytomna od żalu, alkoholu i narkotyków. Czy miłość zwycięży śmierć?

Czy może śmierć jest ostateczna?

 

 

Co zainspirowało Pana do stworzenia tak mrocznej i pełnej emocji historii osadzonej w Stanach Zjednoczonych Ameryki?

Radosław Budkiewicz: Lubię taką tematykę, to wszystko. Piszę to, co sam chciałbym czytać, a jako fan grozy i miłośnik historii wybór mam dość ograniczony, niestety.

 

Jaką rolę w powieści odgrywa sceneria Luizjany? Czy to miejsce jest jedynie tłem, czy też ma głębsze znaczenie symboliczne?

Radosław Budkiewicz: Luizjana to nie tylko tło, to jeden z bohaterów. Miejsce i czas akcji to niezwykle ważne elementy, stanowiące integralną całość z resztą tekstu, bohaterami, fabułą i wydarzeniami. To fundament, na którym zbudowana jest cała powieść: usunąć lub zmienić Luizjanę na inne miejsce, na inny czas i wszystko się sypie. Jakież inne miejsce może pasować do historii o voodoo?

 

Jak doszło do Pana fascynacji tematyką voodoo i jej wpływem na ludzkie losy?

Radosław Budkiewicz: To nie tyle fascynacja, co raczej nagły impuls działający na sadzie “a może napisać coś o voodoo i zombie”. Potem poszło z górki, jak zacząłem czytać coraz więcej i więcej źródeł (i parę filmów obejrzałem, dla lepszego “wczucia się”). To wszystko!

Czy podczas pisania tej powieści korzystał Pan z jakichś konkretnych źródeł, np. książek o voodoo czy o historii Luizjany?

Radosław Budkiewicz: Zacząłem klasycznie, od wikipedii i tamtejszych źródeł, potem zacząłem przeglądać internet w poszukiwanych tematycznych portali, forów, a nawet dostępnych online bibliotek. Fragmenty "Świat voodoo" Andrzeja Zwolińskiego, "Voodoo Rituals" Heike Owusu oraz "Tell My Horse: Voodoo and life in Haiti in Jamaica" Zory Neale Hurston bardzo mi pomogły, tak samo artykuł z National Geographic, "Inside the voodoo rituals of Haiti" Sharon Guynup czy opracowanie nt. kryzysu w Luizjanie Matthew Reonasa z portalu 64 Parishes, a nawet i i dostępne materiały rządowych stron USA dotyczące historii konkretnych rejonów, danych statycznych, a także Biblioteka Kongresu i portal JSTOR.

Czy główna bohaterka powieści jest postacią, którą stworzył Pan oryginalnie, od podstaw, czy też czerpał Pan inspirację z jakichś rzeczywistych postaci lub wydarzeń?

Radosław Budkiewicz: Wszelkie podobieństwo do istniejących osób lub rzeczywistych wydarzeń jest czysto przypadkowe, Penelope stworzyłem jako krótki, ogólny wpis w notatkach dwa czy trzy lata temu (“kobieta w depresji, histeryzująca i panikująca, zakochana na zabój”) w trakcie pisania “Szeptu umarłych” po prostu “ewoluowała”, nawet jej wygląd i dane początkowo były nieokreślone!

Skąd pomysł, by połączyć tak silną, romantyczną miłość z mrocznymi siłami voodoo? Czy kontrast był celowy?

Radosław Budkiewicz: Tak, kontrast był w sumie punktem wyjścia. Z jednej strony rzecz tak zwyczajna, naturalna jak miłość do ukochanej osoby i tęsknota za nią, z drugiej coś, co skupia się na wierze i niedopowiedzeniach, na czymś mroczniejszym właśnie. Oczywiście nieznacznie wszystko zmieniłem, tak, by pasowało do historii, będącej mimo wszystko horrorem, fantastyką tak po prawdzie, zgodnie z zasadą fikcji literackiej i wolności twórczej.

 

Które elementy powieści były najtrudniejsze do napisania?

Radosław Budkiewicz: Jak wyżej, podstawa całości. Kontrast miłości i śmierci, dobra i zła, bo bardzo łatwo popaść w przesadę, bo reszta to szczegóły, detale, łatwo do edycji i zmiany. Nie chciałem, by Penelope, Babette, Levi czy Alan albo Noah wydawali się postaciami karykaturalnymi, podobnie jak przedstawione wydarzenia: narzuciłem sobie ogólne ramy, granice, których przekroczyć nie mogłem. Czy mi się udało? Nie wiem. Chyba tak.

Czy powieść inspirowana była literaturą gotycką, a może innymi gatunkami? Jakie gatunki Pan czytuje?

Radosław Budkiewicz: Czytuję kryminały i thrillery, fantastykę i sci-fi, powieści grozy i historyczne, ale konkretne połączenia gatunków to totalna nisza (jak to, co ja piszę), więc za wiele do inspiracji nie miałem. Test to w sumie dobre wyjście, bo mogłem puścić wodze fantazji i nie martwić się, że coś już zostało gdzieś, kiedyś napisane. Zostaje oczywiście twórczość Lovecrafta, McCammona, Simmonsa czy nawet i Mastertona oraz Kinga, a z naszego podwórka Urbanowicza, Krajewskiego i Liziniewicza, która może natchnęła mnie twórczo do samego faktu pisania :)

 

Czym ta powieść różni się od Pana poprzednich książek?

Radosław Budkiewicz: Jest skromniejsza, znacznie bardziej intymna, osobista. Nie ma tutaj żołnierzy na misji rzuconych w wir wojny której nie rozumieją, nie ma bandy złodziei walczących o przetrwanie w przestępczym świecie, czy detektywa szukającego zaginionej dziewczyny i odkrywającego spisek, nie ma kilku głównych bohaterów czy wręcz bohatera zbiorowego. Jest kobieta, jest jej miłość do męża i… i tyle.

Do jakiego czytelnika jest skierowana ta powieść? Czy ma Pan na myśli konkretną grupę odbiorców?

Radosław Budkiewicz:  Dorośli, tylko i wyłącznie. Gdyby istniał książkowy odpowiednik PEGI albo MPAA, to “Szept umarłych” byłby oznaczony jako 18+ z ostrzeżeniem dotyczącym przemocy (fizycznej, psychicznej, seksualnej), języka, rasizmu, stosowania używek i alkoholu wszelkiego rodzaju, a nie są to tematy, które powinny czytać osoby młode, niedojrzałe. Tak, to rozrywka, prosta i niezobowiązująca, jak filmy klasy “b” na kasetach wideo sprzed lat, ale rozrywka dla dorosłych!

 

Jakie przesłanie chciałby Pan, aby czytelnicy wynieśli z książki? Jakie emocje lub refleksje chciałby Pan wzbudzić w swoich czytelnikach?

Radosław Budkiewicz: Nie do mnie takie pytanie, nie piszę by uczyć ludzi albo coś im przekazywać prócz rozrywki właśnie. Jeśli ktoś poczuł dreszczyk strachu, frustracji, radości czy smutku podczas lektury to warto było to napisać, tyle.

 

Czy obawiał się Pan, że niektóre elementy powieści mogą być zbyt mroczne lub kontrowersyjne dla niektórych czytelników?

Radosław Budkiewicz: Nie. Nie chciałem też nadmiernie opisywać kontrowersyjnych, mrocznych czy po prostu wulgarnych i brutalnych elementów - czasami lepiej coś zasugerować, niż rzucać w czytelnika długim, agresywnym opisem ociekającym krwią.

 

Czy ma Pan jakieś ulubione fragmenty w książce, które szczególnie chciałby Pan podkreślić? A może były takie, których pisanie sprawiało Panu szczególną przyjemność i satysfakcję?

Radosław Budkiewicz: Są trzy fragmenty, tuż na początku każdego aktu, gdy Penelope schodzi na nieco dalszy plan (ale jest ciągle obecna!). Pisanie ich dało mi masę frajdy i pozwalało nieco odetchnąć od reszty dusznego klimatu luizjańskich bagien.

Czy planuje Pan kontynuację tej historii lub napisanie innej powieści osadzonej w podobnym świecie? A może w swoich przyszłych książkach chciałby Pan poruszyć zupełnie inne tematy?

Radosław Budkiewicz: Kontynuację? Nie. Wszystko, co piszę, to tzw. jednotomówki, książki stanowiącą zamkniętą całość (nawet, jeśli zakończenie może sugerować coś innego). Obecnie pracuję nad czymś podobnym tematycznie, tj. zwykli ludzie rzuceni w wir niezwykłych wydarzeń, też w konkretnym miejscu i czasie ale póki co… wolę milczeć :)

Katalog aktualności