Pogranicza - wywiad z Krzysztofem Kusiem
„Pogranicza czasu. Opowieści magiczne” to druga książka, nawiązująca do debiutanckich „Pograniczy. Opowieści nieoczywistych”, ale traktowana jako autonomiczna historia. Skąd pomysł na rozwinięcie tej samej idei w odrębnych, choć powiązanych ze sobą powieściach? Czy planuje Pan kolejne „Pogranicza”?
Po napisaniu swojej pierwszej książki czułem pewien niedosyt. Z jednej strony cieszyłem się wydaną powieścią, z drugiej jednak miałem jeszcze bardzo dużo historii, które czekały na twórcze przetworzenie. Otrzymałem też wiele sygnałów od Czytelników, iż chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o losach Wiedźmy i Czarodzieja, głównych bohaterów mojego literackiego debiutu. W końcu po prostu wziąłem pióro do ręki, zaparzyłem swoją ulubioną herbatę, nastawiłem na gramofonie płytę z „Symfonią fantastyczną” Hectora Berlioza i tak zaczęła się pasjonująca, trwająca kilka miesięcy przygoda, której bezpośrednim owocem są właśnie „Pogranicza czasu. Opowieści magiczne”. Kolejnych „Pograniczy” na razie jednak nie planuję. Na tym etapie te dwie książki tworzą dla mnie pewną zamkniętą całość. Nie wiem jednak tak do końca, co przyniesie przyszłość. Może jeszcze kiedyś, gdzieś na szlaku, spotkam ponownie Wiedźmę i Czarodzieja? Zobaczymy.
„Pogranicza czasu. Opowieści magiczne” to „epicka historia o sile przeznaczenia i potędze miłości”. Czy mógłby Pan rozwinąć, w jaki sposób te dwa motywy – przeznaczenie i miłość – splatają się w życiu Wiedźmy i Czarodzieja, a także co symbolizują dla nich?
Nie chciałbym podawać w tym momencie zbyt wielu możliwych interpretacyjnych kluczy. Uważam, że ostatecznie każdy z Czytelników może odczytać moją powieść po swojemu i niekoniecznie musi to być kompatybilne z założeniem autora. Na tym chyba zresztą polega cała siła literatury. Książka po wydaniu zaczyna żyć swoim nowym, autonomicznym tokiem. Niemniej jednak przeznaczenie i miłość to w moim odczuciu podstawowe wektory naszej egzystencji. W życiu Wiedźmy i Czarodzieja symbolizują one szczęście, pewną pełnię, która czyni wszystko autentycznie pięknym, nawet jeśli na horyzoncie pojawiają się momentami czarne chmury. Mówiąc jeszcze inaczej – to pewien literacki topos, z którym zawsze chciałem się zmierzyć. Założenie było więc ambitne, ale ja bardzo lubię wyzwania.
„Pogranicza czasu” zapraszają Czytelnika do podróży przez Jurę, Beskidy i Śląsk. Co sprawiło, że wybrał Pan akurat te regiony jako tło dla swojej opowieści i w jaki sposób odzwierciedlają one wspomniane w opisie „wnikliwe obserwacje współczesnej rzeczywistości”?
Moje „Pogranicza czasu. Opowieści magiczne” powstały w pewnym sensie w drodze, na szlaku, w ciągłym ruchu. Jestem osobą, która kocha piesze wędrówki. Wraz z moją partnerką uwielbiamy zwiedzanie, podróżowanie, odkrywanie tych bliższych i dalszych okolic. Moja druga książka to w pewnym sensie zapis odbytych przez nas wspólnie podróży. Każda z tych wycieczek stawała się z czasem podstawą do napisania danego rozdziału. Tutaj zastosowanie znalazła też słynna uwaga Stendhala, sformułowana m.in. w „Czerwonym i czarnym”, iż powieść to zwierciadło, które przechadza się po gościńcach, raz odbijając lazur nieba, innym zaś błoto przydrożnej kałuży. Każdy pisarz powinien być wnikliwym obserwatorem. Usłyszane strzępy rozmów, zanotowane w wyobraźni zapachy, odkryte w danym muzeum niesamowite artefakty, jakieś przekazywane z pokolenia na pokolenie historie, wreszcie zachwycające pejzaże, całe piękno przyrody, ale też wiele paradoksów naszej rzeczywistości, czasami denerwujących i trudnych do zrozumienia, które rodzą w człowieku zrozumiały bunt – to wszystko legło u podstaw mojej książki. Do tego doszły jeszcze godziny rozmów z moją ukochaną Magdą, która zresztą niezwykle mocno wspierała mnie przy pisaniu i pracy. Oczywiście myliłby się ten, kto by traktował „Pogranicza czasu” jako rodzaj dziennika. To nie jest w żadnym wypadku kronika mojego prywatnego życia. Wszelkie obserwacje, pochwycone impresje, przeżyte zdarzenia zostały później odpowiednio przetworzone, zmodyfikowane, rozszerzone. Autorska wyobraźnia, owa „licentia poetica”, nie ma ostatecznie granic! Trzeba tylko pozwolić sobie na odrobinę fantazji. W pisaniu chodzi przecież o snucie opowieści, nieprawdaż?
Tytułowe pogranicza są rozumiane jako miejsce spotkania, dialogu i rozkwitu uczucia, ale też jako przestrzeń nasycona magią. Jakie znaczenie ma dla Pana pojęcie „pogranicza” i jak starał się Pan oddać tę „prawdziwą, nieredukowalną do niczego innego alchemię” w swojej prozie?
„Pogranicza” są dla mnie właśnie miejscem spotkania i dialogu. To przestrzeń, gdzie odkrywa się nie to, co dzieli, ale to, co łączy. Jestem człowiekiem, który zawsze żył na styku kultur. Moi przodkowie, zarówno ci od strony mamy, jak i taty, byli rodowitymi Babiogórcami. Jestem właśnie świeżo po lekturze fenomenalnej „Galicji” Normana Daviesa. Ta książka uzmysłowiła mi, że świadomość mojej rodziny kształtowała się w obrębie wielokulturowej i wieloetnicznej mozaiki, jaką bezsprzecznie była monarchia austro-węgierska. W Zawoi ścierało się ze sobą tyle różnych prądów i tendencji. Tuż obok była tajemnicza i kusząca Orawa, potem cudowne Podhale, nieco dalej zaczarowany Kraków ze swoją bogatą tradycją. Po wojnie rodzice mamy osiedlili się pod Wrocławiem. Tata urodził się w Kamieniu Pomorskim, nad Bałtykiem, bo tam z kolei jego rodzice próbowali ułożyć sobie życie. Potem jednak przenieśli się do Sosnowca. Zagłębie Dąbrowskie to także mój dom! Ciągle jednak były góry – całe dzieciństwo, każde wakacje, ferie spędzałem w Zawoi. W końcu poznałem kobietę swojego życia i tak miłość zawiodła mnie na Śląsk – fascynującą krainę, pełną przeróżnych, tak pięknych i zdumiewających kontrastów. Od kilku lat mieszkam w Piekarach Śląskich. Ciągle sporo czasu spędzam jednak w swoim drugim domu, u podnóża Babiej Góry. Można więc powiedzieć, że wychowałem się w takiej szerokiej tradycji jagiellońskiej, gdzie przekraczanie granic i czerpanie z tego, co odmienne, było finalnie warunkiem budowania własnej niepowtarzalnej tożsamości. Ślady tego wszystkiego są oczywiście obecne w „Pograniczach czasu. Opowieściach magicznych”. Jeśli chodzi o drugi człon pytania, to podstawowym środkiem do budowania tej nieredukowalnej do niczego innego alchemii słowa jest właśnie język. W moim najgłębszym przekonaniu prawdziwa literatura musi być sztuką. Staram się pisać tak, by osiągnąć swoisty, indywidualny styl. Mam nadzieję, że Czytelnicy to dostrzegą i docenią.
W książce czas „płata figle”, a liczne wycieczki do odległych epok dodają opowieści aury niesamowitości. Jakie wyzwania wiązały się z budowaniem nieliniowej narracji i przeplatania ze sobą różnych okresów historycznych? Czy jest jakaś epoka, która szczególnie Pana fascynuje i dlaczego?
Historia zawsze była moją ogromną pasją. Lubiłem szczególnie starożytność i średniowieczne. Potem przyszła fascynacja epoką baroku – głównie malarstwem i muzyką. Od pewnego czasu zaintrygował mniej jednak niezwykle XIX wiek. Jestem ogromnym fanem wielkiej literatury tamtej epoki (szczególnie francuskiej, z Balzakiem na czele). Kocham wspaniałe dzieła symfoniczne z tego okresu. Fascynuje mnie ów styl życia, sposób ubierania i postrzegania rzeczywistości, klimat salonów, romantyzm, pozytywizm, realizm oraz frenetyzm, symbolizm tudzież impresjonizm, secesja, ale także monumentalny historyzm – ileż tutaj zdumiewających prądów i tendencji! Staram się ten zaginiony świat świadomie rekonstruować. Wprost uwielbiam zwiedzać pałace. Coraz bardziej porywa mnie klimat „belle époque”. Czyż „fin de siècle”, ten moment, gdy coś się kończy, ale zaraz powoli krystalizuje się jakaś nowa rzeczywistość, to nie owe zawsze intrygujące pogranicza? Te zainteresowania są oczywiście obecne na kartach mojej powieści. Zawsze chciałem móc przenosić się w czasie, ożywiać przeszłość, podróżować w te mniej lub bardziej odległe epoki. Literatura pozwala na to wszystko i na tym właśnie polega magia książek. Oczywiście odejście od linearnej narracji nie jest proste. Zapanowanie nad logiką wprowadzanych wątków jest dość trudne i wymaga od autora ogromnej samodyscypliny. Np. rozdział „Złoty Potok” jest na tyle skomplikowany czasowo, że w pewnym momencie sam się pogubiłem w tym wszystkim. Konieczne więc były pewne zmiany, przeredagowanie niektórych akapitów (tutaj znowu niezwykle pomogła mi osoba, która dzieli ze mną życie – to zresztą moja najważniejsza, pierwsza Czytelniczka!). To jednak w pracy pisarza jest także niesamowite. Tekst cały czas żyje, przekształca się, zmienia. Czasami pierwsza wersja jest dość odległa od tego, co ostatecznie trafia do rąk odbiorców.
W powieści nie brak metafizycznej erotyki, zawieszonej na styku jawy i snu. W jaki sposób połączył Pan elementy fantastyczne z subtelnymi scenami intymnymi, tak aby stworzyć unikalną atmosferę, która nie jest ani dosłowna, ani przyziemna?
Dziękuję za podkreślenie, że erotyka pojawiająca się w mojej książce jest subtelna. Właśnie o to mi chodziło! Sfera fizyczna, seksualna, to przecież istotna część życia. Nie jesteśmy bytami astralnymi. Nasza egzystencja ma wymiar nie tylko duchowy, ale też cielesny. Przez wieki erotyka zawsze była obecna w sztuce, z literaturą włącznie. Mam jednak wrażenie, że w ostatnim czasie nastąpiło pewne zwulgaryzowanie tej sfery. Zbytnia dosadność opisów chyba nie służy dobrze współczesnej prozie. Chciałem to zmienić i pokazać, że można inaczej. Podstawowym łącznikiem, spoiwem tworzącym ową oniryczną atmosferę jest więc ponownie język. Słowa mają ogromną moc, trzeba tylko umiejętnie połączyć je w całość, nadać im unikalny sens, uchwycić właśnie tę najbardziej ulotną impresję, jaka konkretyzuje intymność dwojga ludzi. Pewnie wiele muszę się jeszcze w tym aspekcie nauczyć. Nieodzowna jest tutaj lektura wielkich mistrzów. Giganci pióra potrafili wznieść się na szczyty finezji i zawrzeć czasami niezwykle skondensowaną, kipiącą namiętnością treść nawet gdzieś między wierszami! Nie wszystko musi być przecież powiedziane dosłownie. Mam więc wzniosły ideał, który będę chciał osiągnąć. W pisaniu nigdy nie można spocząć na laurach. Zawsze trzeba wymagać od siebie więcej. Na tym polega autentyczne i szczere tworzenie.
Ukończył Pan teologię, był Pan dziennikarzem zajmującym się transportem publicznym, działał Pan społecznie. W jaki sposób te doświadczenia z różnych dziedzin życia wpłynęły na Pana twórczość literacką i podejście do pisania?
Studia teologiczne, z racji pewnej interdyscyplinarności i łączenia wielu dziedzin wiedzy (np. psychologia, historia, filozofia, pedagogika) niewątpliwie poszerzyły moje intelektualne horyzonty. Dziennikarstwo nauczyło pewnego fundamentalnego warsztatu pisarskiego. Chodzi tutaj np. o otwartość na współpracę z korektą. Zrozumienie, że przed opublikowaniem ktoś powinien nasz tekst przeczytać, czasami poprawić, wychwycić ewentualne błędy i literówki, jest fundamentalne dla owocnego procesu wydawniczego. Działalność społeczna, ostatnio na rzecz bezdomnych zwierząt, sprawia, że człowiek nie zatrzymuje się w jakimś błogostanie, tylko ciągle ma ochotę robić coś nowego, także patrząc krytycznie na swoje dotychczasowe osiągnięcia. Myślę, że im bardziej otwieramy się na zwykłą codzienność, tym nasze pisanie jest po prostu lepsze. Autor nie może zamknąć się w zaciszu swojego gabinetu. Wszelka dobra literatura zawsze wyrasta z bacznej obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, po prostu.
Jest Pan pasjonatem starych parowozów, fanem pieszych wędrówek, miłośnikiem zwierząt i wielbicielem klasycznej porcelany. Czy te osobiste zainteresowania znajdują swoje odzwierciedlenie w Pana książkach, a jeśli tak, to w jaki sposób?
Myślę, że to doskonale widać w poszczególnych rozdziałach. Moje książki oczywiście nie są dziełami autobiograficznymi. Niemniej tworzy je przecież żywy człowiek, stąd są one wypadkową świadomości autora. Staram się te swoje fascynacje zawsze twórczo syntetyzować. W „Pograniczach czasu. Opowieściach magicznych”, np. w rozdziale „Wulkan namiętności” pojawia się filiżanka z saskiej porcelany. W rozdziale „Miasto duchów” na stację kolejową w Siewierzu wtacza się dymiący i syczący parowóz. Tych przykładów mógłbym podać oczywiście więcej. W książce widać też moją ogromną fascynację światem zapachów. Dodam, że wszystkie aromaty pojawiające się w „Pograniczach czasu” mają swoje odpowiedniki w rzeczywistych perfumach. Może niektórzy Czytelnicy odkryją, jakie marki i nazwy za tym wszystkim się kryją – zachęcam do takiej zabawy. Błędem byłoby jednak utożsamiać Krzysztofa Kusia z Czarodziejem. Mężczyzna, który wędruje ze swoją towarzyszką na pewno ma sporo ze mnie, ale dałoby się także zauważyć kilka zasadniczych różnic. Analogicznie Wiedźma to nie moja Magda, choć na pewno jakieś rysy i cechy są wspólne. Jeszcze jedno słówko odnośnie zwierzaków. Uwielbiam pisać, gdy obok jest któreś z naszych futrzanych stworzeń. Kocica Nata oraz suczka Cola dzielnie dotrzymują mi towarzystwa w gabinecie. Czasami wpadnie też Filek, cudowny samczyk o złotym serduszku. Jest jeszcze klacz o imieniu Bera, ale ona ma swoje mieszkanie nieco dalej, gdzie oczywiście niemal codziennie wpadamy z gościną. Wszystko wskazuje też na to, że niebawem pojawi się jeszcze jeden piesek.
Wiemy, że od dziecka marzył Pan o wydaniu własnej książki i zawsze kochał czytanie oraz pisanie wiecznym piórem. Jaką rolę odegrały te pasje w realizacji Pana marzenia o byciu pisarzem?
Bez czytania nie ma pisania. Jeśli chcesz być pisarzem, jeśli chcesz wydawać kolejne książki, musisz dużo czytać. Od dziecka pochłaniałem ogromne ilości książek. Ostatnio np. odkryłem fenomenalną i zapomnianą twórczość Władysława Jana Grabskiego. Polecam wszystkim m.in. genialną „Rapsodię świdnicką”. To jedna z najlepszych powieści historycznych, jakie kiedykolwiek czytałem! Jak widać, nie umiem funkcjonować bez książek. Przez lata zgromadziłem też pokaźną bibliotekę. Ciągle zresztą ją poszerzam i rozbudowuję. Kocham szczególnie wszelkiego typu antykwariaty, choć ostatnio coraz więcej książek zamawiam też przez Internet (szczególnie rzadkie tytuły, na których szczególnie mi zależy). Może to się wydać dziwne, ale ja praktycznie nie oglądam telewizji! Dzięki temu mam czas na kontakt z klasyką prozy. Tylko tak można pracować nad swoim warsztatem. Z kolei pisanie wiecznym piórem pomaga mi lepiej zapanować nad swoim stylem. Dzięki atramentowi myśli jakoś lepiej spływają na papier. Nie jestem przeciwnikiem nowoczesnych technologii, ale uważam, że ręczne pisanie naprawdę pomaga. Słowa, zdania, nawet całe akapity szybują nieustannie tuż obok nas, unoszą się nad głowami, otaczają nas z każdej strony. Cała sztuka polega na tym, by ową tajemniczą muzykę zaświatów usłyszeć, pochwycić, jakoś okiełznać piórem. To dość trudne zadanie. Tutaj muszę jednak stanowczo zaznaczyć, iż wszelkie natchnienie sprowadza się ostatecznie do wytrwałej, cierpliwej, momentami nawet mozolnej pracy. Nie ma innej metody. Żeby wydać książkę, trzeba mieć w sobie ogromną zaciętość. Nie wolno iść na skróty. Oczywiście nigdy też nie można się poddawać. Jeśli tylko się chce, każdą trudność tak naprawdę da się przezwyciężyć.
Pracuje Pan obecnie nad kolejną powieścią i zbiorem opowiadań. Czy mógłby Pan uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, czego mogą spodziewać się Czytelnicy po Pana nadchodzących dziełach?
Moja trzecia powieść, której dwa rozdziały są już praktycznie ukończone, będzie na pewno znacznie różnić się od tego, co do tej pory zaprezentowałem Czytelnikom. Będzie to historia osadzona we współczesności, zatytułowana najprawdopodobniej „Wielebny”. Dodam, że podobny wątek pojawił się już w „Pograniczach czasu. Opowieściach magicznych”, w rozdziale „Orawskie kontrapunkty”. Historia, którą piszę obecnie, nie będzie oczywiście tożsama z tamtym fragmentem, niemniej tematyka wydaje się w dużym stopniu zbieżna. To zresztą świadomy zabieg. Mam też prawie gotowy zbiór niezwykle różnorodnych opowiadań. Jednocześnie tworzę szkic obyczajowej powieści, może nawet erotycznej powieści, osadzonej w moim ulubionym XIX wieku. Ona też została już w pewnym sensie zaanonsowana w „Pograniczach czasu. Opowieściach magicznych”. Po głowie błąka się także kilka innych pomysłów. Na pewno nie zamierzam odkładać pióra. Kupiłem zresztą ostatnio jeszcze jedno, odkryłem przepiękny, granatowy atrament i odczuwam ogromne pragnienie, by rozkoszować się widokiem zapisanych, szeleszczących, emanujących najprawdziwszą magią kartek.
Katalog aktualności
- Luty 2026
- Wypoczęci? Opaleni? Pełni wrażeń?
- Kamil Exner w mistrzowskiej interpretacji
- Jak czytać e-booki?
- Dlaczego e-booki są lepsze od książek papierowych?
- Jak przygotować książkę do wydania w formie e-booka?
- Jak promować książkę w internecie?
- Jak przygotować książkę do druku
- Co poradzić początkującym autorom powieści?
- Jak napisać fascynującą powieść?
- Jak napisać dobry wiersz?
- Jak zorganizować spotkanie autorskie?
- Jak sprzedawać więcej książek w Internecie?
- Co zrobić gdy hejterzy krytykują moją książkę?
- Jakie możliwości daje współczesny rynek wydawniczy dla autorów książek?
- Wywiad z Konradem Kaldyńskim, autorem powieści Posłaniec
- Jak napisać i wypromować poradnik?
- Wywiad z Patrycją Just, autorką Przewodnika po artystach
- Wywiad z Malwiną Arletą Tylewicz autorką powieści Śmierć nad jeziorem
- Wywiad z autorem poradnika „Metody radzenia sobie z uzależnieniem” J. L Jonaszem
- Wywiad z Marcinem Nadratowskim, Autorem powieści Złodziej
- Kamil Kozieł - autor trylogii Rozdzielone
- Wywiad z Kamilem Exnerem
- Wywiad z Kamilą Majewską
- Jak wybrać idealną książkę dla przyjaciela?
- Jak napisać dobrą książkę
- Promowanie e-booków w internecie i mediach społecznościowych
- Marzysz o napisaniu bestsellera
- Czego unikać, czytając książki?
- Współczesne życie literackie
- Jak napisać powieść z gatunku Young adult
- Czytelnicze porady na wakacje
- Jak zabrać się za czytanie e-booków?
- Wakacje we dwoje?
- Wywiad z autorem powieści „Szept umarłych”, Radosławem Budkiewiczem
- Wywiad z Barbarą Lesz, autorką książki Jesienne płomienie
- Helena i Geniusz sp. z o.o..
- Pogranicza - wywiad z Krzysztofem Kusiem
- Wywiad z Justyną Sołdaczuk, autorką sagi Słonecznej
- Rozmowa z Karoliną Ciernicką
- Wywiad z Agnieszką Szubert, autorką książki Nowe życie
- Seria spotkań z Krzysztofem Kusiem
- Wywiad z Marcinem Radwańskim
- 17 lat minęło jak jeden... e-book
- Spotkanie z Marcinem Radwańskim
- Styczeń 2026