Wywiad z Justyną Sołdaczuk, autorką sagi Słonecznej

E-bookowo

Pani Justyno, Pani wykształcenie nauczycielki edukacji wczesnoszkolnej i terapeutki SI, a także codzienna praca w szkole podstawowej z pewnością wpływają na Pani spojrzenie na świat. Jak te doświadczenia kształtują Pani warsztat pisarski i w jaki sposób odnajdują odzwierciedlenie w tworzonych przez Panią historiach?

Pracę w szkole raczej oddzielam od pasji, jaką jest pisanie książek. Choć oba te zajęcia wymagają dużych pokładów cierpliwości oraz wiary, że robi się coś dobrego. Obie te cechy można odnaleźć w bohaterach moich powieści.

W swoich książkach często przemyca Pani sytuacje z własnego życia codziennego. Czy mogłaby Pani zdradzić, jak decyduje, które elementy z Pani osobistych doświadczeń znajdą się w fabule, a które pozostaną poza nią? Czy zdarza się, że fikcja miesza się z rzeczywistością w sposób, który Panią zaskakuje?

W swoje opowieści wplatam raczej zabawne sytuacje z życia codziennego, wolę dzielić się tym, co wywołuje uśmiech. Zmartwienia zostawiam dla siebie. To, co mnie zaskoczyło w trylogii słonecznej, to postacie Alicji i Amelii. Dziewczyny miały być po prostu bliźniaczkami, a ostatecznie okazało się, że mają bardzo wiele cech moich i mojej siostry. Usłyszałam od czytelniczek, które nas znają, że czytając, od razu mają nas przed oczami.

Jest Pani miłośniczką powieści obyczajowych rodzimych autorek, takich jak Magdalena Kordel, Joanna Szarańska czy Elżbieta Rodzeń. Co najbardziej ceni Pani w twórczości tych pisarek i w jaki sposób ich książki inspirują Panią do tworzenia własnych opowieści o miłości i przyjaźni?

W książkach M. Kordel cenię najbardziej humor i wartką akcję, w powieściach J. Szarańskiej przemyślenia dotyczące życia codziennego i bohaterów, z którymi utożsamia się czytający. Historię E. Rodzeń zaś bardzo cenię za zaskoczenie, które czeka na czytelnika na każdej kolejnej stronie. Mam nadzieję, że mi również uda się napisać tak zaskakującą opowieść, jak Pani Ewie, jej pomysły dotyczące fabuły są świetne.

 

 

Pani „Saga słoneczna” to opowieść o skomplikowanych relacjach, intrygach i walce o szczęście. Inspiruje Panią życie, ale w jaki sposób konstruuje Pani tak złożone postacie jak Bożena, która staje się głównym czarnym charakterem sagi? Czy czerpie Pani z obserwacji ludzi w życiu realnym, czy też daje się ponieść wyobraźni?

Początkowo Bożenka miała być tylko złośliwą teściową, z każdym kolejnym rozdziałem stawała się jednak czarnym charakterem, który jest wytworem mojej wyobraźni. Dużo jest prawdy w tym, że bohaterowie pisanych książek robią, co chcą, i nie słuchają się pisarza. Tak też było w przypadku Bożenki.

„Jutro też wzejdzie słońce”, „Mały promyk słońca”, „W cieniu zachodzącego słońca” – tytuły Pani książek niosą ze sobą nadzieję i optymizm, pomimo trudnych tematów poruszanych w fabule. Czy sama jest Pani życiową optymistką? Jak ważne jest dla Pani, aby czytelnicy po lekturze czuli się podbudowani?

Każdy, kto mnie zna, może potwierdzić, że jestem życiową optymistką. Tym optymizmem chciałabym zarażać swoich czytelników, dlatego moje historie niosą ze sobą nadzieję na lepsze jutro i wiarę, że jeszcze będzie lepiej. Tak jak powiedział Bartek do Alicji: „Alutka, pamiętaj, że jutro też wzejdzie słońce.”

W Pani książkach pojawia się wiele wątków związanych z Toruniem. Jakie znaczenie ma to miasto w Pani twórczości i dlaczego to właśnie ono stało się tłem dla historii Alicji, Szymona i reszty bohaterów? Czy ma Pani ulubione miejsca w Toruniu, które zainspirowały konkretne sceny w książkach?

Dlaczego Toruń? To dobre pytanie. Wydaje mi się, że to czysty przypadek. Toruń odwiedziłam raz, ale mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę.

Porozmawiajmy o marzeniach, a może planach… Gdyby otrzymała Pani propozycję ekranizacji „Sagi słonecznej”, czy byłaby Pani gotowa do przeniesienia historii Alicji na ekran? Czy miałaby Pani jakieś preferencje co do obsady lub reżysera, a może wizję, jak powinna wyglądać adaptacja filmowa, aby oddać ducha Pani książek?

Aż tak daleko nie wybiegam w marzeniach. Może gdzieś w głębi serca chciałabym zobaczyć na ekranie Alicję i jej przyjaciół. Nie jestem wymagająca, każda obsada byłaby dobra. Chociaż jeżeli chodzi o Bożenkę, to widziałabym kogoś podobnego do Meryl Streep z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”.

W „Małym promyku słońca” oraz „W cieniu zachodzącego słońca” mocno zarysowana jest postać zawistnej teściowej i temat intryg rodzinnych. Czy chciała Pani zwrócić uwagę na konkretne aspekty relacji rodzinnych, czy też opisywała Pani po prostu złożoność ludzkich charakterów?

Skupiłam się głównie na złożoności ludzkiego charakteru oraz na tym, jak na naszą teraźniejszość mogą wpływać zdarzenia z przeszłości. Bożenka może nie byłaby taka zła, gdyby doceniono jej wysiłki i nie zepchnięto na margines rodzinnego biznesu.

Miłośniczka siatkówki mężczyzn – to ciekawy szczegół z Pani biogramu! Czy sporty i aktywność fizyczna mają jakieś odzwierciedlenie w Pani życiu pisarskim lub w Pani książkach? Czy pomagają Pani w kreatywnym procesie?

Mecze siatkówki to bardzo fajna sprawa. Kibicowanie ulubionej drużynie sprawia mi wiele radości. Czy wygrana, czy przegrana – sercem jestem zawsze z naszymi chłopakami. Założenie koszulki z barwami narodowymi i wspólne odśpiewanie hymnu to naprawdę podniosła chwila, polecam każdemu. Zaś czas spędzony w halach sportowych sprzyja obserwowaniu ludzkich charakterów, ale również pomaga oderwać się od codziennych problemów. Aktywność fizyczną ograniczam do spacerów, podczas których w głowie pojawiają się kolejne pomysły na książki.

Saga słoneczna zamknęła się w trzech tomach. Czy ma Pani już w planach kolejne projekty literackie? Czy zamierza Pani eksplorować podobne tematy, czy może zaskoczy Pani czytelników czymś zupełnie nowym?

Historia Alicji i jej przyjaciół dobiegła końca i muszę przyznać, że będę za nimi tęsknić. Powieść obyczajowa to gatunek, w którym czuję się najlepiej, choć w mojej szufladzie znajdzie się historia z nutką dramatu oraz opowieść z wątkiem historycznym. Czytelników mogłabym zaskoczyć gotowym tekstem z gatunku new adult z wątkiem mafijnym.