Jest Pani autorką dwóch tak odmiennych gatunkowo książek: młodzieżowej powieści fantasy „Piąte oko Mulukarima” oraz historycznej powieści obyczajowej „Tygrysica”. Co skłoniło Panią do eksplorowania tak różnych światów literackich i który z nich jest Pani bliższy?
Obie te - zdawałoby się – tak różne powieści łączy wiele pierwiastków wspólnych: elementy fantastyczne, czerpanie z epoki średniowiecza, a także nawiązania do Będzina, w którym mieszkam, jak również do Dobieszowic – rodzinnej miejscowości leżącej w powiecie będzińskim, z której pochodzę. Od zawsze pasjonowały mnie zarówno historia (szczególnie ta mniej znana i dziś już prawie zapomniana), jak i fantastyka, legendy oraz baśnie. I owe pasje właśnie starałam się ukazać w obu powieściach, zatem obie są mi jednakowo bliskie.
W „Piątym oku Mulukarima” przedstawia Pani potężnego czarodzieja podróżującego po różnych czasoprzestrzeniach. Skąd czerpała Pani inspiracje do stworzenia tak rozbudowanego uniwersum fantasy i jego głównego bohatera, Mulukarima?
Powieść powstała w oparciu o wyobraźnię, podania średniowieczne, a także wspomniane pasje i zainteresowania.
Zarówno w „Piątym oku Mulukarima”, jak i w „Tygrysicy”, miłość odgrywa kluczową rolę w życiu bohaterów, prowadząc ich do dramatycznych wydarzeń. Czy miłość jest dla Pani uniwersalnym motorem napędowym w każdej opowieści, niezależnie od gatunku?
Rzeczywiście, dla mnie jako autorki miłość jest uczuciem, które potrafi pokonać wszelkie przeszkody, ukazać prawdziwe oblicze bohaterów, stać się dla nich zbawienną siłą bądź też przekleństwem.
„Tygrysica” to powieść historyczna osadzona w burzliwych czasach rozbicia dzielnicowego. Jako historyk z wykształcenia, jak głęboko zanurzała się Pani w źródła historyczne, by oddać realia epoki, i co było największym wyzwaniem w przedstawieniu średniowiecznych realiów życia codziennego?
Jako historyk starałam się czerpać z najnowszych opracowań, lecz prawdziwym wyzwaniem okazało się spójne oraz logiczne połączenie ich z wątkami fantasy, szczególnie przy wprowadzaniu zdarzeń i bohaterów fikcyjnych, ukazywanych na tle burzliwych zmian, jakie zachodziły w ówczesnej Polsce, Europie i świecie.
Agnieszka Babenberg, czyli tytułowa „Tygrysica”, to postać historyczna. Co zafascynowało Panią w tej konkretnej władczyni i skłoniło do uczynienia jej główną bohaterką powieści?
Tytuł nawiązuje do określenia, jakie owej władczyni nadał słynny kronikarz, biskup Wincenty, autor „Kroniki Polskiej”, lecz cała fabuła powieści pokazuje nade wszystko dzieje życia jej dwórki, Adelajdy z Salzburga.Szczególne zainteresowanie epoką średniowieczną i początkami rozbicia dzielnicowego w Polsce, a także próba swego rodzaju zrehabilitowania tak surowo ocenianej przez dziejopisów panującej monarchini były głównymi powodami uczynienia właśnie tej księżnej oraz fikcyjnej, wymyślonej przeze mnie niewiasty z jej najbliższego otoczenia najważniejszymi postaciami powieści.
Pani wykształcenie obejmuje historię, informatykę i biologię. Jak te na pozór odległe dziedziny wpływają na Pani twórczość literacką? Czy informatyka i biologia znalazły swoje odzwierciedlenie w elementach fantasy „Piątego oka Mulukarima”?
Moje wykształcenie, podyktowane w dużej mierze wymogami czasów, w których obecnie żyjemy, nakazującymi nauczycielom zdobywanie ciągle nowej, różnorodnej wiedzy, z pewnością miało pewien wpływ na treści zawarte we wspomnianej powieści, lecz nade wszystko kierowała mną istniejąca od najmłodszych lat pasja do tworzenia opowieści fantastycznych oraz łączenia ich z baśniami i tematyką obyczajowo-społeczną.
W „Tygrysicy” czytelnicy poznają mentalność i zwyczaje mieszkańców ziem polskich sprzed wieków. Czy dostrzega Pani jakieś analogie między ówczesnym społeczeństwem a współczesnym, mimo upływu czasu i diametralnych zmian?
Jak najbardziej dostrzegam - nade wszystko nadal, co ogromnie mnie cieszy i naprawa optymizmem, w Polakach dominuje głęboka wiara w to, że dobro potrafi pokonać każde zło, a bezgraniczna, uczciwa i szczera miłość – wszelkie przeszkody.
Jest Pani także autorką dobrze przyjętych przez czytelników baśni… Księżyc wydaje się być motywem przewodnim i niemalże osobnym bohaterem w Pani baśniach dla dzieci: „Baśnie opowiedziane przez księżyc”, „Baśnie pana księżyca”, „Księżycowe baśnie” i „Baśnie skryte w księżycowym blasku”. Co sprawiło, że księżyc stał się tak centralną postacią w tych opowieściach i jakie wartości lub przesłania przekazuje Pani za jego pośrednictwem najmłodszym czytelnikom?
Wierzę w ogromną dawkę dobrej energii, jaką codziennie daje ludziom niebo. Jakkolwiek jest rozumiane - dosłownie, symbolicznie czy metafizycznie - wraz z ciałami niebieskimi wpływa ono w sposób diametralny na życie mieszkańców Ziemi. Księżyc pełni tu rolę szczególną, dlatego też postanowiłam uczynić go przewodnim motywem każdej baśni i każdego ich zbioru, podkreślając jego znaczenie.
Baśnie skierowane są do konkretnej grupy wiekowej. Dla kogo dokładnie napisała Pani te księżycowe opowieści i w jaki sposób Pani doświadczenie jako nauczyciela liceum pomogło w zrozumieniu, jak rozmawiać z młodszymi dziećmi o fantastycznych światach i wartościach?
Świat i wyobraźnia młodych ludzi są nieograniczone. Ja także, tworząc te baśnie, sięgałam do moich opowieści wymyślanych dawno temu. Przekazywanie dzieciom i młodzieży mądrej i rozsądnej hierarchii wartości pokazuje im, w którym kierunku powinno się podążać, aby nie zatracić swej indywidualności. Jako nauczyciel liceum (a przez pewien czas także gimnazjum) miałam wielkie szczęście i zaszczyt poznać samych wybitnych młodych ludzi. Ich serca oraz dobro sprawiły, że praca zawsze była dla mnie prawdziwym powołaniem, przynosząc satysfakcję oraz radość z jej wykonywania. Rozmawianie z tak wybitnymi osobami o wartościach to była wspaniała nauka, nade wszystko dla mnie samej jako skromnego nauczyciela.
Przez wiele lat była Pani nauczycielem liceum. Czy doświadczenia z pracy z młodzieżą miały wpływ na sposób kreowania postaci i budowania narracji w „Piątym oku Mulukarima”, adresowanym do młodszych czytelników?
Jak najbardziej praca z młodzieżą miała wpływ na kreowanie postaci. W moich powieściach główni bohaterowie kierują się zawsze wartościami, których uczyłam wychowanków, a oni swoim postępowaniem uczyli ich mnie. To nie jest tak, że nauczyciel tylko przekazuje wiedzę. To wbrew pozorom jedynie minimalna część wykonywanej rzez niego pracy. Nade wszystko uczy się słuchać i rozumieć wychowanków, dostrzegać ich potrzeby, oczekiwania, wybitne talenty, obszerną wiedzę. I pomagać im znaleźć cel w życiu, a także drogę do jego realizacji.
Czy planuje Pani kontynuować którąś z zapoczątkowanych historii, czy też ma Pani już w zanadrzu zupełnie nowe pomysły?
Przyznam, że pomysłów mam całą masę, ale obecnie trudno mi powiedzieć, co jeszcze uda mi się przenieść na łamy kolejnej pracy literackiej. Wielkim wyzwaniem jest dla mnie zbiór opowiadań o Będzinie, nad którym pochylam się od pewnego już czasu.
Jakie przesłanie, jeśli w ogóle, chciałaby Pani przekazać swoim czytelnikom poprzez tak różnorodne gatunkowo powieści jak „Piąte oko Mulukarima” i „Tygrysica”?
Przesłaniem wszystkich moich utworów, w tym i wymienionych obu powieści, niech będzie nade wszystko zachęcenie każdego Czytelnika do rozwijania swej niczym nieograniczonej wyobraźni, pomysłów, dążeń, talentów, a także umocnienie w nim wiary w osiągniecie zamierzonego celu, bez względu na to, jak bardzo wydaje się w danej chwili odległy.